BOGU NA CHWAŁE LUDZIOM NA RATUNEK

Ochotnicza Straż Pożarna w Ślesinie powstała w 1906 roku. Do Krajowego Systemu Ratownictwa Gaśniczego została włączona w 2001 roku ...

Patron Strażacki - OSP Ślesin

Święty Florian - Patron Strażaków


 Florian - Imię to wywodzi się z języka łacińskiego od imienia Florus i zostało utworzone przy pomocy przyrostka - ianus. Zatem Florianus początkowo oznaczał kogoś, kto należał do Florusa. Z gramatycznego punktu widzenia Florianus pochodzi od przymiotnika florus, flora, florum, a użyte w funkcji nazwy własnej znaczy tyle, co kwitnący. W tym imieniu mieści się pierwiastek radości i życia. Tak się składa, że w kalendarzu liturgicznym wspomnienie św. Floriana jest umieszczone na początku maja (aktualnie 4 maja), kiedy to zaczyna rozwijać się przyroda i kwitną kwiaty. Niektórzy w etymologii tego imienia dopatrują się też pierwiastka wody, zawsze koniecznej dla życia roślin. W Polsce imię to pojawiło się w XII wieku wraz z kultem św. Floriana, który się rozwinął w związku z otrzymaniem w 1184 roku przez Kraków części relikwii Świętego. W XIII wieku uległo pewnemu przekształceniu i przybrało formę Tworian. A. Briikner uważał, że przeróbki tej dokonano w celu uczynienia tegoż imienia zrozumiałym dla Polaków.

 Jednak nie sposób podać faktycznych przyczyn, dlaczego u nas mieszano imię Florian i Tworzyjan. Obok męskiej formy tego imienia istnieje jego żeński odpowiednik Floriana lub jego zdrobnienie Florka. Odpowiedniki obcojęzyczne: łac.Florianus; ang., niem. Florian; fr. Florien. Imię to rzadko pojawia się w wykazach hagiograficznych. W VIII wieku po całej środkowej Europie rozpowszechnił się kult św. Floriana. Nie ma jednak żadnych źródeł potwierdzających historyczność osoby i wydarzeń z jego życia. To, co dziś wiemy o św. Florianie, jest oparte na dziele pt. Passio Floriani, które częściowo nosi znamiona legendy. Po dokładnym przebadaniu okazało się, że pewne partie dzieła mogą być legendą, a pewne można uznać za historyczne, tzn. opisujące konkretne wydarzenia, które miały miejsce w życiu, ale legenda tak się zrosła z faktami, że dziś nie sposób oddzielić jedno od drugiego.

Księga imion zaś podaje, że imię Florian jest ewidentnie pogańskie: pochodzi od starorzymskiej bogini Flory, która w opiece miała kwiaty (po łacinie flos). Ale święty Florian nie był czcicielem rzymskich bogów, tylko wyznawcą Chrystusa, i za to został utopiony w Dunaju. Po prawie tysiącu latach jego szczątki sprowadzono do Krakowa - i wtedy się okazało, że ów święty chroni od ognia! Kraków się palił (jak to w dawnych wiekach), a kościół św. Floriana pozostawał nietknięty. Dlatego u nas Florian został patronem straży pożarnej.

Św. Florjanie, miej ten dom w obronie, niechaj płomieniem od ognia nie chłonie! Taki napis, a także figurę świętego umieszczali na swych kamienicach mieszkańcy dawnego Krakowa. Modlili się: Św. Florianie broń nas i strzeż od ognia nieszczęsnego i piekielnego, rozpal ogień miłości i dobroci przez Chrystusa Pana Naszego. Amen a także Wszechmogący, wieczny Boże, za wstawiennictwem świętego Floriana, męczennika, daj nam stłumić płomienie naszych namiętności i zachowaj nas od pożarów.
Przybysze niemieccy formułowali tę prośbę o opiekę w całkiem inny sposób: Heilig Florian, schutze mein Haus und zunde das andere an!, czyli: Św. Florianie, oszczędź mój dom i podpal inny. Widać panowało wśród nich przekonanie, że bezlitosne płomienie muszą zebrać swoje żniwo.


Plagą dawnych miast były pożary. Co gorsza, o regularnej straży ogniowej nikomu się wtedy jeszcze nie śniło, a ciasna zabudowa ulic, brak wodociągów, wreszcie sam materiał, z którego wznoszono domy - głównie drewno i słoma - przekreślały szanse człowieka w walce z żywiołem ognia. Nie znaczy to wcale, że nasi pra, pradziadowie biernie przyglądali się swym trawionym przez płomienie domostwom. Do obrony przed ogniem poprzez sprawowany urząd zobowiązane były konkretne osoby. W dawnym Krakowie był to najpierw tzw. hutman ratuszny, który o wiele rzeczy w mieście musiał mieć staranie, a do jego powinności należało, aby dla wszystkich przypadków i rządu, tak niebezpieczności, jako gwałtów, ognia i wszelkiego ochędóstwa dla zarazy przez smrody, gnoje i błota, w mieście pilnie doglądał. W czasach nieco późniejszych sami mieszkańcy mieli obowiązek ochrony swych domów przed pożarami. Właściciele co dziesiątego domu - stąd nazwa "dziesiętnicy dozorców cyrkułowych" - mieli sprawować dozór nad porządkami i bezpieczeństwem od ognia w owych dziesięciu domach.

 Magistrat wydawał przepisy, mające zapobiec pożarom. W każdej kamienicy, we wszystkich pałacach, klasztorach i w każdym domie mają być pod dachem naczynia wodą napełnione i w porządki ogniowe, tj.: drabinę, osękę, żelazem okutą, sikawkę ręczną i przynajmniej w parę wiaderek skórzanych lub drewnianych, każdy posesor domu lub kamienicy niezwłocznie opatrzyć się i te na zawsze w sieni kamienicy utrzymywać powinien, a po strychach nikt się nie ma ważyć składać słoniny, słomy, siana i żadnych innych palnych rzeczy. Przed domami pobudowano kamienne pachołki z okrągłymi zagłębieniami, by można było gasić w nich pochodnie. Strażnik na Wieży Mariackiej czuwał dzień i noc wypatrując, czy nie pojawiają się gdzieś groźne języki ognia. Do swej dyspozycji miał czerwoną chorągiewkę za dnia i czerwoną latarnię w nocy, dzwon w który uderzał, no i oczywiście trąbkę. W wypatrywaniu ognia w nocy pomagali stróże nocni, tzw. "halabardnicy", którzy w przypadku dostrzeżenia gdzieś pożaru mieli najpierw obudzić wszystkich mieszkających w pobliżu, potem zaś pędzić co sił pod wieżę i za pomocą zwisającego z niej drutu powiadomić strażnika o niebezpieczeństwie. W różnych prawnych uregulowaniach nie zapomniano także o typowych ludzkich reakcjach i starano się je kształtować, przewidując nagrody i kary w zależności od zachowania się mieszkańców w czasie pożaru. I tak np. w kasie miejskiej na tego, kto pierwszy dobiegł do pożaru z wiadrem wody, czekała nagroda. Jeśli zaś ktoś zjawił się przy pożarze bez narzędzia ratunku, ryzykował więzienie. Łaziebnicy wraz z czeladnikami obowiązani byli dostarczyć wanny ze swoich łaźni, a od 1794 r. odpowiedzialność za akcję ratunkową spoczywała na kongregacji kupieckiej i cechu kominiarzy.

 Wszystkie te środki, choć - zważywszy skromne możliwości techniczne - starannie obmyślane, nie mogły stanowić wystarczającej ochrony. Pożary, te powstające przypadkowo i te celowo wzniecane w czasach wojen przez nieprzyjacielskie wojska szturmujące lub opuszczające miasto, dziesiątkowały domy, pałace, kościoły i klasztory. Przerażeni ludzie ratowali swój dobytek, toczyli nierówną walkę z płomieniami, starali się zapobiec przenoszeniu się ognia. Na próżno. Zwykle skuteczniejszy od ludzi okazywał się deszcz albo korzystna zmiana kierunku wiatru. I jak zawsze tam, gdzie zawodziły możliwości własne, zrozpaczeni mieszkańcy szukali pomocy opiekunów w niebie.

Za patrona od ognia, a także od wojny i powodzi, już od VIII w. zaczęto uważać św. Floriana, żołnierza i męczennika za wiarę. Początkowo lokalny kult z St. Florian zaczął promieniować na coraz to nowe diecezje. Mniej więcej od XV stulecia pojawiły się przedstawienia św. Floriana gaszącego wodą z wiadra płonący u jego stóp dom lub kościół. W XVI w. taki wizerunek świętego dotarł z Niemiec do Polski i odtąd jego podobiznę malowano lub rzeźbiono zwykle wraz z atrybutami patrona od ognia. Stało się też wtedy powszechne poszukiwanie jego pomocy w sytuacji zagrożenia pożarem.


W Polsce św. Florian już znacznie wcześniej zajął poczesne miejsce wśród narodowych patronów. W 1184 r. dzięki staraniom biskupa krakowskiego Gedki i księcia Kazimierza Sprawiedliwego, sprowadzono do Polski z Rzymu jego relikwie. O tym, jak ciało tego męczennika trafiło najpierw do Rzymu, a potem do Polski, dowiadujemy się z podań ubarwionych wątkami fantastycznymi. Historię sprowadzenia relikwii św. Floriana do Polski, opisuje w swojej kronice, pod rokiem 1184, Jan Długosz: "Papież Lucjusz III chcąc się przychylić do ciągłych próśb monarchy polskiego Kazimierza, postanawia dać rzeczonemu księciu i katedrze krakowskiej ciało niezwykłego męczennika św. Floriana. Na większą cześć zarówno świętego jak i Polaków, posłał kości świętego ciała księciu polskiemu Kazimierzowi i katedrze krakowskiej przez biskupa Modeny Idziego. Ten, przybywszy ze świętymi szczątkami do Krakowa dwudziestego siódmego października, został przyjęty z wielkimi honorami, wśród oznak powszechnej radości i wesela przez księcia Kazimierza, biskupa krakowskiego Gedeona, wszystkie bez wyjątku stany i klasztory, które wyszły naprzeciw niego siedem mil. Wszyscy cieszyli się, że Polakom, za zmiłowaniem Bożym, przybył nowy orędownik i opiekun i że katedra krakowska nabrała nowego blasku przez złożenie w niej ciała sławnego męczennika. Tam też złożono wniesione w tłumnej procesji ludu rzeczone ciało, a przez ten zaszczytny depozyt rozeszła się daleko i szeroko jego chwała. Na cześć św. Męczennika biskup krakowski Gedeon zbudował poza murami Krakowa, z wielkim nakładem kosztów, kościół kunsztownej roboty, który dzięki łaskawości Bożej przetrwał dotąd. Biskupa zaś Modeny, Idziego, obdarowanego hojnie przez księcia Kazimierza i biskupa krakowskiego Gedeona, odprawiono do Rzymu. Od tego czasu zacząli Polacy, zarówno rycerze, jak mieszczanie i wieśniacy, na cześć i pamiątkę św. Floriana nadawać na chrzcie to imię".

Opis jego męczeństwa pochodzi dopiero z VIII w. i trudno ręczyć za szczegóły. Nie jest to jednak czysta legenda, odzwierciedla bowiem silne tradycje lokalne, których część spisano w martyrologium z V w. Św. Florian pochodził z Lauriacum (Lorch), z rzymskiej prowincji Noricum Ripense. Urodził się w II połowie III w. n. e. W dzisiejszym Zeiselmauer (dawne Ceti) w Dolnej Austrii. Jego życie przypadło na czasy wielkiego prześladowania chrześcijan przez cesarza Dioklecjana (284 - 305). Cesarz Dioklecjan chcąc ukrócić rozszerzanie się wiary chrześcijańskiej wydał stosowne edykty, które w rzeczywistości miały na celu prześladowanie wyznawców Chrystusa. Dioklecjan uznawał się za pośrednika między bogami i ludźmi i wykonawcę ich woli. Jako wybraniec Jowisza żądał posłuszeństwa poddanych, ponieważ od bogów pochodziła jego władza. Dioklecjan odnowił kult rzymskich bóstw i był nieprzejednanym wrogiem chrześcijaństwa.

"Święty Florian stał się dla nas wymownym znakiem...szczególnej więzi kościoła i Narodu Polskiego z Namiestnikiem Chrystusa i stolica chrześcijaństwa...Ten, który poniósł męczeństwo, gdy spieszył ze swoim świadectwem wiary, z pomocą i pociechą prześladowanym chrześcijanom w Lauriacum, stał się zwycięzcą i obrońcą w wielorakich niebezpieczeństwach, jakie zagrażają materialnemu i duchowemu dobru człowieka. Trzeba także podkreślić, że święty Florian jest od wieków czczony w Polsce i poza nią jako Patron strażaków, a więc tych, którzy wierni przekazaniu miłości i chrześcijańskiej tradycji, niosą pomoc bliźniemu w obliczu zagrożenia klęskami żywiołowymi"
W dniu 19 października 1993 r. Kongregacja do spraw kultu Bożego przy stolicy Apostolskiej nadała miastu Chorzów Patrona Św. Floriana, gdzie jest on otaczany szczególnym kultem i gdzie znajdują się relikwie świętego przekazane z Krakowa.
Święty Florian zajmuje poczesne miejsce w pieśni będącej pierwszym hymnem Polski - Bogurodzicy:
"Święty Florianie
Nasz miły Patronie
Proś za nami Gospodyna
Paniej Maryjej Syna"